Nie, nie wymyśliłem na razie szczepionki przeciwko AIDS, nie rozwiążę problemu globalnego głodu ani braku wody na afrykańskich pustyniach..Ba! Nie znalazłem nawet sposobu na przekazanie co poniektórym na wysokich stołkach wielce skomplikowanych prawd, że wydawanie większej ilości pieniędzy, niż wpływa do portfela i życie na kredyt “tu i teraz” nie sprawią, że będzie “żyło się lepiej”.

Nie…stwierdziłem że poprawię świat w inny sposób..

Ale  od początku:

Sposób, w jaki prowadzi się tutaj nauczanie odbiega nieco od naszego – dużą część materiału opracowuje się tutaj we własnym zakresie w ciągu roku w postaci grupowych projektów, co ma swoje dobre i złe strony. Dobre są m.in takie, że grupa która pracuje nad danym projektem rzeczywiście wgryza się w rozpatrywaną materię.  Ciemne strony takiego stanu rzeczy są takie,  że jeśli jakiś przedmiot wydaje się bezużyteczny, to nie można wykorzystać czasu spędzonego na zajęciach na naukę czegoś życiowo bardziej przydatnego  ( np. sprawdzenie poczty, doskonalenie strategii w sapera etc.) tylko trzeba się angażować w wyżej wspomniane projekty.  To jednak jeszcze można przeboleć i jakoś sobie zracjonalizować – w końcu “nigdy nie wiesz” do czego mogą Ci się przydać nabyte umiejętności, choćby były nie wiadomo jak ‘specjalne’ (patrz np. Steve Jobbs, który za jedno z najistotniejszych z błogosławieństw swej szkolnej edukacji uważa udział w kursie kaligrafii).

Natomiast to, czego nie mogę zdzierżyć jest skutkiem zbiegu kilku niefortunnych okoliczności:

a) tego, że w każdej sali jest rzutnik

b) tego, że wszyscy chcą z niego korzystać przy prezentacji wyników swoich prac

c) tego, że 99,9% uczniów i nauczycieli nie  zadaje sobie  pytania, po co właściwie korzystają z rzutników i czemu ma służyć ich prezentacja.

Efekt?

Po chwili patrzenia na  slajdy, będące wynikiem splotu trzech powyższych czynników człowiek dostaje czegoś, co Amerykanie nazywają “1000 yard stare” (spojrzenie 1000 jardów).

zdjęcie pobrane z wikipedia.pl

“1000 yard stare” powstaje w wyniku stresu spowodowanego wielogodzinną walką o przetrwanie i jest reakcją obronną organizmu która ma polegać na odizolowaniu się od doświadczanych traumatycznych przeżyć.  Na podstawie moich skromnych obserwacji stwierdzam, że partacko zastosowany PowerPoint jest znacznie bardziej psychologicznie niebezpieczny – “1000 yard stare” pojawia się w skrajnych przypadkach już po 5 minutach prezentacji u 90% procent badanych studentów. Najtwardsi wytrzymują 7 minut 36 sekund.

W związku z powyższym i  w trosce o dobro ludzkości postanowiłem, że moją misję poprawiania świata posunę o krok naprzód poprzez wstawienie w  miejscu publicznym linka do 2-minutowej wypowiedzi Guya Kawasaki, która docelowo może pomóc w zwalczaniu tego niebezpiecznego zjawiska.

Jeśli znasz kogoś, komu może to pomóc – podaj dalej.

Wersja skrócona dla tych, którzy dopiero pracują nad swoim angielskim:

Remedium jest banalnie proste i składa się z 3 przykazań – nazywa się zasadą 10-20-30.

Po pierwsze:

10 slajdów max (bo tyle jest w stanie wchłonąć informacji na raz przeciętny człowiek)

Po drugie:

20  minut prezentacji max ( bo tyle tak naprawdę jesteśmy w stanie zwykle wytrzymać  bez utraty uwagi kiedy mówisz o swoim temacie )

Po trzecie:

30  - rozmiar czcionki min (bo raz,  że chcemy widzieć to co napisałeś, a dwa – taka czcionka zmusza Cię to do tego żebyś wiedział/a o czym mówisz i zamieszczał/a tylko najistotniejsze informacje)