Podpisuję się obiema nogami!
Prawo, komunikacja, języki, podróże
Podpisuję się obiema nogami!
Z cyklu „Rzeczywistość Lepsza Niż Kabaret”:

Tak jest! Jedzmy, bawmy się (sic) naszymi pieczarkami i kochajmy je!
Nic, tylko cieszyć się, że powstają takie śmiałe inicjatywy. W trosce o nasze dobro i edukację rzecz jasna, zatem z kasy wspólnej.
Wchodzę sobie dzisiaj na „Polski Portal Internetowy”, a tam w kategorii biznes wytłuszczonymi literami:
MF: Prognoza dla Polski. Podano kurs złotego do euro za 10 lat
a dalej, w artykule:
„Ministerstwo finansów przygotowało 10-letnią prognozę rozwoju Polski. (…) Dokument zakłada, że w najbliższych latach Polska rozwijała się będzie wolniej, niż do tej pory, a za 10 lat euro będzie kosztowało 3,47 zł„
No to sobie myślę – skoro MF podaje kurs euro za 10 lat, to znaczy że sprawa jest przesądzona – rzucam studia i biorę się za handel walutą.
I myślę sobie jeszcze inaczej – ci, co to właśnie zastanawiają się nad kredytem zaraz polecą do banków pytać o możliwości zaciągnięcia się w Euro.
A bankierzy zacierają ręce :)
Warto obejrzeć!
Nie, nie wymyśliłem na razie szczepionki przeciwko AIDS, nie rozwiążę problemu globalnego głodu ani braku wody na afrykańskich pustyniach..Ba! Nie znalazłem nawet sposobu na przekazanie co poniektórym na wysokich stołkach wielce skomplikowanych prawd, że wydawanie większej ilości pieniędzy, niż wpływa do portfela i życie na kredyt „tu i teraz” nie sprawią, że będzie „żyło się lepiej”.
Nie…stwierdziłem że poprawię świat w inny sposób..
Ale od początku:
Sposób, w jaki prowadzi się tutaj nauczanie odbiega nieco od naszego – dużą część materiału opracowuje się tutaj we własnym zakresie w ciągu roku w postaci grupowych projektów, co ma swoje dobre i złe strony. Dobre są m.in takie, że grupa która pracuje nad danym projektem rzeczywiście wgryza się w rozpatrywaną materię. Ciemne strony takiego stanu rzeczy są takie, że jeśli jakiś przedmiot wydaje się bezużyteczny, to nie można wykorzystać czasu spędzonego na zajęciach na naukę czegoś życiowo bardziej przydatnego ( np. sprawdzenie poczty, doskonalenie strategii w sapera etc.) tylko trzeba się angażować w wyżej wspomniane projekty. To jednak jeszcze można przeboleć i jakoś sobie zracjonalizować – w końcu „nigdy nie wiesz” do czego mogą Ci się przydać nabyte umiejętności, choćby były nie wiadomo jak ‘specjalne’ (patrz np. Steve Jobbs, który za jedno z najistotniejszych z błogosławieństw swej szkolnej edukacji uważa udział w kursie kaligrafii).
Natomiast to, czego nie mogę zdzierżyć jest skutkiem zbiegu kilku niefortunnych okoliczności:
a) tego, że w każdej sali jest rzutnik
b) tego, że wszyscy chcą z niego korzystać przy prezentacji wyników swoich prac
c) tego, że 99,9% uczniów i nauczycieli nie zadaje sobie pytania, po co właściwie korzystają z rzutników i czemu ma służyć ich prezentacja.
Efekt?
Po chwili patrzenia na slajdy, będące wynikiem splotu trzech powyższych czynników człowiek dostaje czegoś, co Amerykanie nazywają „1000 yard stare” (spojrzenie 1000 jardów).
„1000 yard stare” powstaje w wyniku stresu spowodowanego wielogodzinną walką o przetrwanie i jest reakcją obronną organizmu która ma polegać na odizolowaniu się od doświadczanych traumatycznych przeżyć. Na podstawie moich skromnych obserwacji stwierdzam, że partacko zastosowany PowerPoint jest znacznie bardziej psychologicznie niebezpieczny – „1000 yard stare” pojawia się w skrajnych przypadkach już po 5 minutach prezentacji u 90% procent badanych studentów. Najtwardsi wytrzymują 7 minut 36 sekund.
W związku z powyższym i w trosce o dobro ludzkości postanowiłem, że moją misję poprawiania świata posunę o krok naprzód poprzez wstawienie w miejscu publicznym linka do 2-minutowej wypowiedzi Guya Kawasaki, która docelowo może pomóc w zwalczaniu tego niebezpiecznego zjawiska.
Jeśli znasz kogoś, komu może to pomóc – podaj dalej.
Wersja skrócona dla tych, którzy dopiero pracują nad swoim angielskim:
Remedium jest banalnie proste i składa się z 3 przykazań – nazywa się zasadą 10-20-30.
Po pierwsze:
10 slajdów max (bo tyle jest w stanie wchłonąć informacji na raz przeciętny człowiek)
Po drugie:
20 minut prezentacji max ( bo tyle tak naprawdę jesteśmy w stanie zwykle wytrzymać bez utraty uwagi kiedy mówisz o swoim temacie )
Po trzecie:
30 - rozmiar czcionki min (bo raz, że chcemy widzieć to co napisałeś, a dwa – taka czcionka zmusza Cię to do tego żebyś wiedział/a o czym mówisz i zamieszczał/a tylko najistotniejsze informacje)
…bo po ponad miesiącu pobytu tutaj wciąż nie mam dłuższej chwili na dokończenie go – zbyt intensywnie mnie pochłania Walencjańskie życie :-)
Miast raportu – ciekawy wykład profesora Rybińskiego o tym co się działo,co się dzieje i co (bardzo prawdopodobnie) będzie się działo w Polsce w ciągu najbliższych 10 lat. Wykład stworzony specjalnie dla pokolenia od ’88 wzwyż.
O co chodzi?
Zainspirowani „Iściem bylekaj” (http://www.youtube.com/watch?v=SuLAqgnNdb0) autorstwa dwóch Śmiałków ze Śląska, wraz z towarzyszem PawłemB stworzyliśmy „plan” własnej wersji tej wyprawy-bez-planu. Projekt nazwałem „100pą po morzu”, jako że celem jest pokonanie 100 kilometrów nadmorskiego wybrzeża na własnych stopach (opcjonalnie na stopa).
W tym roku wśród atrakcji są przewidziane m.in.:
- mokra morska woda;
- Życie pełną gębą, w szczególności pełną smacznej, zdrowej i pożywnej konserwy turystycznej;
-geocaching czyli współczesne poszukiwanie skarbów na całej rozpiętości trasy, więcej w temacie u wujka google;
-zwiedzanie wszystkiego co pojawi się po drodze – tego, co planowane i nieplanowane;
-jak się zdarzy to i trąba powietrzna ;)
http://www.youtube.com/watch?v=NLtbCLn9y9g&feature=related
Projekt odbywa się na zasadzie „openwalk” czyli każdy**** jest zaproszony i może do nas dołączyć i odłączyć na dowolnym etapie przedsięwzięcia pomiędzy 02.08 a 08.08 – wystarczy skontaktować się z nami drogą radiową przez numer siedemdziewięćcztery-czteryjedendziewięć-zerosiedemzero i porozmawiać o możliwych opcjach i miejscu dołączenia – generalnie powinniśmy być w zasięgu jednego biletu PKS Szczecin w trakcie całej podróży.
OGÓLNY zarys tej wyprawy bez planu wygląda takoż:
– od 02.08 do 06.08 można nas szukać w trasie gdzieś między Międzyzdrojami a Kołobrzegiem.
-06.08 tudzież 07.08 przystanek w Gryficach a potem jazda na festiwal Wikingów w Wolinie.
Noclegi gdzie wypadnie, a w razie potrzeby na polach namiotowych.
****każdy, kto ma w sobie ducha odkrywcy i podróżnika i lubi dobrze się bawić. Mile widziane również dostarczenie jakiegoś fanta do skrzynki – tzw. ‘kreta’.Więcej tutaj: http://wiki.opencaching.pl/index.php/GeoKrety_-_pomoc
Na głównej stronie Wykopu wylądował właśnie skan poniższej ulotki:
http://lublin.com.pl/admin/inc/userfiles/image/GK/ulotka%20karły.jpg
Dla mnie jest to świetny przykład i lekcja tego, że zwyczaj publicznego robienia przeciwnikom czarnego PR-u na dłuższą metę może się bardzo okrutnie zemścić. Wyobraźcie sobie teraz, że którakolwiek z cytowanych osób pojawia się na jakimkolwiek wydarzeniu publicznym, na którym mogą być im zadawane pytania (wywiad, program z pytaniami publiczności, debata prezydencka itp). W takiej sytuacji jedno-dwa zręcznie skonstruowane otwarte pytania połączone z przytoczeniem jednego z tych cytatów mogą się okazać być-albo-nie-być jeśli chodzi o reputację i dalszą karierę każdej z tych osób. A jak się jeszcze chwilę wcześniej pozwoli takiemu rozmówcy ukręcić sobie sznur np. pytaniem, co „sądzi o pochopnym rzucaniu oszczerstw?”, to efekt murowany.
W Książce, którą intensywnie studiuję już od roku, jest cytat, który moim zdaniem świetnie podsumowuje temat:
„If you must slander someone don’t speak it- but write it – write it in the sand, near the water’s edge!”
===
Wszelkie komentarze z przemyśleniami/uwagami/wnioskami BARDZO mile widziane.
….dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty.”
Tak zwykł mawiać pół-żartem pewien mnich z Tyńca, kiedy w zeszłe wakacje, po skończonym dniu pracy spędzonym w klasztornym ogrodzie albo na przygotowaniach sali konferencyjnej do wystawy, wracaliśmy na obiad. Pół-żartem, bo nasza praca jednak komuś się przydała – dowody tutaj (tak,tak, te kolorowe zasłony jam to był wieszał między innymi! ;-)
Natomiast po przeczytaniu tego artykułu o aferze z napisy.org, a szczególnie fragmentów :
„Biegli odczytali ponad pięć tysięcy list dialogowych do hitów filmowych.”
i
„Według naszych informacji prokuratorzy zastanawiają się nad umorzeniem postępowania w sprawie www.napisy.org. – Zanim podejmiemy jakąkolwiek decyzję, zwrócimy się do dystrybutorów z pytaniem, czy nadal domagają się ścigania tłumaczy i administratora strony – mówi prokurator Galas.
- To byłaby donkiszoteria. Na internet patrzymy teraz jak na potencjał i nie chcemy z nikim walczyć – powiedział Jakub Duszyński z Gutek Film, firmy dystrybutorskiej, która jako pierwsza w Polsce zarzuciła administratorom stron z napisami piractwo internetowe. Dodał, że to nie firmy powinny zwalczać tego typu działalność. – Skoro nie ma instrumentów prawnych, to nie ma sensu zawracać sobie tym głowy – podkreślił Duszyński.”
dochodzę do wniosku, że akurat w tym przypadku benedyktyńskie „Słowo stało się ciałem” ;-)
///Update w temacie:
Dzisiaj, z czystej ciekawości, przejrzałem tematy egzotycznych prac magisterskich różnych kierunków i oto co znalazłem:
„Oglądanie telewizji jako forma spędzania wolnego czasu wśród młodzieży maturalnej na podstawie ankiety w szkołach w Rawie Mazowieckiej i Bartoszycach”
„Gniazdowanie siewkowców w obrębie łąk podmiejskich nad Nidą”
„Monografia Urzędu Pocztowego nr 1 w Kłodzku”
„Sroka w mieście”